Krótko przed najdłuższym dniem w roku Paul Dubacher prowadzi grupę ponad 100 osób z Seelisberg do przełęczy Gotthard, w czasie około 17 godzin. Trasa biegnie przez sam środek kantonu Uri z północy na południe. Liczy ona ponad 60 kilometrów i ma ponad 2’000 metrów przewyższenia.
Kim jest Paul Dubacher?
Paul Dubacher urodził się w 1945 roku i jest uważany w Szwajcarii za pioniera i specjalistę w dziedzinie szlaków turystycznych. Przyczynił się do powstania kilku górskich tras, aktywnie biorąc udział w ich budowie. Nadal czynnie udziela się w tworzeniu nowych dróg i promowaniu turystyki górskiej oraz aktywnego stylu życia.
Pierwszy marsz Gotthard
W 2003 roku ośmiu mężczyzn ruszyło z Seelisberg do przełęczy Gotthard, dając tym samym początek wieloletniej tradycji marszu Gotthard. Gwiazdy ze świata sportu, polityki i turystyki towarzyszyły grupie na różnych odcinkach drogi. 18 lat później uczestników było już ponad stu. Byłoby zapewne jeszcze więcej, gdyby nie ograniczenia w ilości osób. Cieszy się on bowiem bardzo dużą popularnością.
Każdego roku w marszu bierze udział zgrana ze sobą grupa ludzi, głównie mieszkańców kantonu Uri. Większość z nich już dawno przekroczyła wiek emerytalny. Ale nie dajcie się zwieść, te osoby od lat wspólnie trenują i wielokrotnie brały udział w tym przedsięwzięciu. Są w doskonałej formie i naprawdę nie jest łatwo dotrzymać im kroku. Zwykłe weekendowe chodzenie po górach nie wystarczy. Trzeba porządnie przygotować się do tego marszu.
Jak to wygląda od zaplecza?
Całe przedsięwzięcie było bardzo dobrze przygotowane. Grupę prowadził i narzucał tempo sam Paul Dubacher. Z tyłu również były osoby, które pilnowały, żeby nikt się nie zgubił oraz udzielały wsparcia i pomocy tym, którzy tego potrzebowali. Na każdym postoju czekała na nas ekipa organizatorów z naszymi torbami. Dzięki temu nie trzeba było wszystkiego nosić na plecach. Do tego była ciepła zupa, ciasto, kawa i napoje. Przy niektórych miejscach postojowych witali nas również sami mieszkańcy kantonu Uri. Częstowali nas owocami i słodyczami oraz zagrzewali do dalszej drogi.
Marsz rozpoczął się około 2.40 w nocy
Od samego początku narzucono dość szybkie tempo. Sznurowadła trzeba było zawiązywać błyskawicznie, ponieważ grupa w oka mgnieniu oddalała się od ciebie. Przyznam, że moje ciało jeszcze spało i buntowało się przeciw takiemu wysiłkowi w nocy. Ale mimo wszystko starałam się dzielnie dotrzymywać kroku starym wyjadaczom. Konieczne były również latarki, żeby widzieć cokolwiek pod nogami.
Pierwsza kilkuminutowa przerwała nastąpiła dopiero po 3 – 4 godzinach marszu. Po przejściu około 30 kilometrów, zatrzymywaliśmy się na krótko co godzinę, półtorej.
Przebieg trasy
Początek trasy biegnie przy jeziorze Urnersee. Niestety niewiele widziałam na tym odcinku drogi, z uwagi na panujące egipskie ciemności. Latarki dawały nam pole widzenia najwyżej na 1,5 metra. Dalej trasa prowadzi cały czas wzdłuż rzeki Reuss, czwartej co do wielkości rzeki w Szwajcarii. Liczy ona aż 164 km długości, a swoje źródło ma właśnie w masywie Gotthard.
Od Amsteg teren zmienia się na leśny i zaczyna się wchodzenie pod górę. Tutaj większość uczestników zmieniała obuwie sportowe na trekkingowe i przygotowywała kijki. Z kolei od Göschenen zaczynały się prawdziwe górskie klimaty.
Niestety z uwagi na tempo i duży wysiłek fizyczny, zwłaszcza na ostatnim odcinku, nie zrobiłam wielu zdjęć. Chcemy jednak z mężem wrócić tam i nacieszyć się okolicą, bo jest przepiękna.