Wędrówka do Chüebodensee

Stopień trudności: T2 / ✶✶✶
Dystans: 8 km
Czas: ok. 3 h 25 min.
Podejście w górę: 688 m
Zejście w dół: 680 m
Najwyższy punkt: 2.116 m n.p.m.
Stacje: Ämpächli – Riesen Wald – Chüebodensee – Ämpächli
Najlepszy czas na wędrówkę: koniec czerwca – październik

Kolejny szlak z niesamowitymi widokami przebyty przez naszą dwójkę. Tym razem pojechaliśmy do Elm, malowniczej wioski w kantonie Glarus, znajdującej się na wysokości 977 m n.p.m. Dotarliśmy tam autobusem nr 541 z dworca kolejowego Schwandel GL. Jazda autobusem była już przyjemnością, bo za oknem mieliśmy malownicze widoki i zapowiedź ciekawej trasy.

Ostatni odcinek drogi do Ämpächli pokonaliśmy kolejką górską. Zmotoryzowani mogą zaparkować tuż przy stacji, jest tam bowiem dość sporej wielkości parking.

Po wjechaniu na górę obraliśmy kurs na prawo przez Riesen Wald, który kryje liczne atrakcje dla dzieci. Właściwie to cały teren w pobliżu wyciągu jest rajem dla dzieciaków. Znajdują się tam trampoliny, plac zabaw, samochodziki, tor przeszkód, miejsce do poszukiwania złota w górskim strumieniu i pewnie wiele innych atrakcji, których nie dostrzegłam. Dla starszych są jeszcze hulajnogi i pojazdy na trzech kółkach, na których można zjechać w dół do Elm.

Tę wędrówkę powinnam nazwać „Śladami krowich placków”, bo im wyżej wchodziliśmy tym więcej ich było na trasie. Zadaliście sobie kiedyś pytanie, jak to możliwe, że ważąca kilkaset kilogramów krowa wspina się po wąskiej, stromej ścieżce na wysokość 2.000m n.p.m.? Ja nie raz i ciężko mi to do tej pory pojąć. Może na czterech nogach jest jednak łatwiej.

Jak się można było domyślić, ścieżkę przejęły krowy. Początkowo obrałam taktykę omijania ich i tym samym zbaczałam nieznacznie z wydeptanej drogi. Potom dostrzegłam za sobą dwóch wędrujących Szwajcarów, którzy, jak gdyby nigdy nic, wchodzili w sam środek stada ocierając się o boki krów. Postanowiłam zatem pójść za nimi. Swoich przecież krowy nie ruszą. I nie myliłam się. Wprawdzie nie ustąpiły nam miejsca, ale nasza obecność też im chyba nie przeszkadzała.

Ja tu o krowach, a nie napisałam, że po opuszczeniu „strefy dla dzieci”, czekało nas około 2 godzinne podejście 600 m w górę. Nie było łatwo, ale za to jaki widok. Nie ma co się śpieszyć. Warto zatrzymać się, odwrócić i nacieszyć oczy.

Jednym z głównym punktów na tym szlaku jest jezioro Chüebodensee, a raczej jeziorko. Szczerze mówiąc, prawie byśmy przegapili główny punkt programu. Jezioro bowiem przypomina raczej staw i w czerwcu było jeszcze przykryte częściowo śniegiem. Nie umniejsza to jednak w żadnym stopniu walorom wizualnym. Położone jest bowiem przepięknie. Podobno można się w nim również wykąpać.

Po dotarciu na sam czubek trasy, dalej idzie się już cały czas w dół tuż pod wyciągiem krzesełkowym.

Na koniec przypominam, że im wyżej tym zimniej. Dlatego kurtka, czy ciepła bluza przydadzą się na pewno. Na górze było też dość mokro i sporo błota. Uważajcie, żeby się nie poślizgnąć.

Menu