Rigi zimową porą

Stopień trudności:
Dystans: ok. 8 km
Czas: ok. 2 h
Podejście w górę: 67 m
Zejście w dół: 658 m
Najwyższy punkt: 1.749 m n.p.m.
Stacje: Rigi Kulm – Rigi Staffel – Rigi Staffelhöhe – Chänzeli – Rigi Kaltbad – Rigi Klösterli – Rigi Fruttli
Najlepszy czas na wędrówkę: grudzień – marzec

Rigi, to był w zasadzie nasz plan B, stworzony na poczekaniu, żeby dzień nie zakończył się na samej jeździe pociągiem. Najpierw bowiem pojechaliśmy do Unterterzen zobaczyć pasmo górskie Churfirsten zimową porą. Niestety, na miejscu okazało się, że wiatr jest tak silny, że kolejki górskie nie jeżdżą, a podejście w górę za długo by trwało. Dlatego nastąpił szybki odwrót i zmiana planów. Pierwsze co nam przyszło do głowy to Rigi z naziemną kolejką górską.

Oj najeździliśmy się w tym dniu pociągami. Dostaliśmy też nauczkę na przyszłość, żeby sprawdzając prognozę pogody, zwrócić uwagę nie tylko na temperaturę i ewentualne opady, lecz również na siłę wiatru.

Po dotarciu do Arth-Goldau, niesieni silnymi podmuchami wiatru, wsiedliśmy do kolejki i pojechaliśmy do końcowej stacji Rigi Kulm. O dziwo, mimo raczej niesprzyjających warunków pogodowych, chętnych na przejażdżkę i spacer nie brakowało.

Trasa sama w sobie jest łatwa, przyjemna, z pięknymi widokami i licznymi górskimi knajpkami po drodze. Wiele osób na pewno poznało Rigi latem. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, a wręcz zachęcam do tego, żeby odkryć to miejsce na nowo właśnie zimą. W tej chwili śniegu tam jest niewiele. Myślę jednak, że jeszcze maksymalnie 2 tygodnie i będzie można z dziećmi lepić na trasie bałwana.

My akurat trafiliśmy na dość szczególne warunki pogodowe. Wiał bardzo silny i dość ciepły, jak na tę porę roku, wiatr, co spowodowało, że miejscami droga była oblodzona. Trzeba było uważać, żeby nie wywinąć orła. I tym razem bardzo przydały nam się kijki.

Oczywiście nie zachęcam do wędrowania podczas silnych porywów wiatru, jednak plusem całej tej sytuacji było to, że wiatr rozwiał mgły i mieliśmy przepiękny widok z góry na całą okolicę jak i na ośnieżone szczyty Alp.

Menu